Kupujesz na rynku pierwotnym, uważaj!
Zdawałoby się, że wakacje spowodują zastój na rynku nieruchomości, tymczasem dane dotyczące kredytów mieszkaniowych wskazują na boom.
W Dzienniku czytamy, że wartość ich przekroczyła już 141 mld złotych, a nasze zadłużenie tylko w czerwcu wzrosło o kolejne 5 mld zł, co stanowi powtórkę z rekordowych okresów hossy mieszkaniowej dla 2006 i 2007 roku. Ten wzrost to rezultat nie tylko powrotów do Polski części emigrantów, ale i faktu, że ceny nieruchomości poszły w górę. Przed rokiem przeciętna pożyczka mieściła się między 150 a 200 tys. zł, dziś to już 250 tys. zł.
Wydawać się może, że kupujący przestali wierzyć w dalszy spadek cen nieruchomości i przystąpili do ataku na banki. Z drugiej strony, równie mizerna nadzieja na dalsze wzrosty sprzedających pozwala stronom transakcji na negocjacje i kompromis cenowy. Specjaliści twierdzą również, że słabnie zainteresowanie mieszkaniami sprzedawanymi przez deweloperów. Na początku boomu mieszkaniowego stanowiły one połowę mieszkań, teraz już tylko jedną trzecią.
Powód jest prosty. Pogłębiająca się utrata płynności na rynku mieszkaniowym w II kwartale br. roku ze względu na brak popytu i wyczekiwanie kupujących nie godzących się na wysokie ceny mieszkań, spowodowała, że część deweloperów poważnie odczuła to załamanie sprzedaży, które zresztą wg szacunków redNet Consulting, jest wynikiem najniższym od kilku lat. W efekcie coraz częściej słychać o kłopotach, zwłaszcza mniejszych firm, które spodziewając się zysków, przeinwestowały przy zakupach nieruchomości. Jeśli jeszcze dodać obserwowane ostatnio w branży zatory płatnicze, mamy pełny obraz sytuacji.
Gazeta Prawna szacuje, że w pierwszym półroczu zbankrutowało 27 firm deweloperskich, a ponad 120 wniosków o upadłości, które wpłynęły do sądów, zostało odrzuconych ze względu na błędy formalne. Mało tego, jeśli sytuacja na rynku się nie zmieni, analitycy zapowiadają dalszy spadek koniunktury sektora i ostrzegają przed nowa falą upadłości. Należy więc liczyć się z tym, że jeszcze w tym roku zatory płatnicze zablokują branżę, a liczba niewypłacalnych firm będzie rosnąć.
Jak się ustrzec przed ewentualnymi problemami? Tu GP podaje kilka rad, które przytaczamy. Można negocjować niższą pierwszą wpłatę, np. na poziomie 10 proc. Inną opcją jest założenie tzw. rachunku powierniczego. Polega on na tym, że wpłacamy pieniądze do banku na nieoprocentowany rachunek, z którego są one przelewane w terminach przewidzianych w umowie, np. w miarę postępu prac. To gwarancja dla dewelopera, że dostanie pieniądze za zbudowane mieszkanie. Z kolei klient ma pewność, że jego pieniądze nie zostaną przeznaczone na sfinansowanie innej budowy. Dobrze też uzależnić wypłatę ostatniej transzy, np. 20 proc., od uregulowania wszelkich kwestii własności nieruchomości.
Przede wszystkim trzeba sprawdzić, w dziale II księgi wieczystej działki, jaki tytuł prawny ma do niej deweloper. Trzeba też zajrzeć do działu III KW, w którym znajdziemy informacje o tym, czy jakieś inne podmioty mają jakiekolwiek prawa albo roszczenia do nieruchomości. W dziale IV będzie też informacja, czy na działce są ustanowione zabezpieczenia w postaci hipoteki. Najlepiej przy okazji zawierania umowy z deweloperem uzyskać jego zgodę na wpisanie w IV dziale KW naszego roszczenia o wybudowanie lokalu i przeniesienie jego własności na naszą rzecz. W razie upadłości takie zapisane roszczenie będzie zaspokajane w pierwszej kolejności.
Cokolwiek jednak by nie radził zawsze należy być czujnym na wszelkie niepokojące sygnały. Szczególnie dokładnie należy przyjrzeć się zwłaszcza kondycji finansowej dewelopera, aby nie okazało się, że przyjdzie spłacać kredyt na mieszkanie, którego nie będzie.
Masz własne doświadczenia w tym temacie, podziel się nimi. Zapraszamy do komentowania artykułu.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



